Płyta „Rzeczy osobiste” doczekała się recenzji we wrześniowym numerze Jazz Forum (9/2018). Autorką jest Marta Januszkiewicz, która zdecydowała się ocenić ten album na 4 i 1/2 gwiazdki, za co bardzo dziekuję!

Autorka pisze tak:

Wydając solową płytę Krzysztof Lenczowski zdaje się podążać tropem kolegi z Atom String Quartet, skrzypka Mateusza Smoczyńskiego, który na początku roku zdecydował się na swoje „solo violin”, czyli „Metamormhoses”. Było to drugie w historii tego typu nagranie polskich jazzowych skrzypiec, zaraz po słynnym krążku z 1978 roku Zbigniewa Seiferta.

A jazzowa wiolonczela solo? Tego u nas jeszcze nie było. Decyzja stanięcia na estradzie samemu, świadomość polegania wyłącznie z na sobie i swoich umiejętnościach – i to jeszcze na instrumencie, który w świecie jazzu ciągle postrzegany jest jako dość egzotyczny, strojony w kwitach – to nieodmienne odważne posunięcie i ogromne artystyczne wyzwanie. Do powodzenia takiego projektu potrzeba dużej dojrzałości i najwyższej muzycznej sprawności.

Lenczowski na swoich „Rzeczach osobistych” udowadnia, że jest artystą kompletnym. Wytrawnym wirtuozem, kompozytorem, jazzmanem z niebanalną wyobraźnią dźwiękową. Dodajmy, że to nagranie w pełni akustyczne, pozbawione popularnych dziś elektronicznych zabawek nawarstwiających kolejno wykonywane ścieżki.

Wiolonczelista, podobnie jak na swojej poprzedniej płycie „Internal Melody” nagranej w kwartecie, nie stroni od ekumenicznego łączenia różnych gatunków i stylistyk. Obok standardów jazzowych (Nardis Milesa Davisa i Beautiful Love), mamy muzykę poważną (Preludium z „I Suity wiolonczelowej  G-dur” Johana Sebastiana Bacha), ukłon w stronę polskiego „Coltrane’a skrzypiec” Zbigniewa Seiferta (On The Farm) i autorskie, melodyjne kompozycje Lenczewskiego.

Płytę otwiera jego utwór „Moja Ewelinka”, radosna, lekko bluegrassowe pięć minut, kompozycja, która z powodzeniem mogłaby wejść do repertuaru słynnego jazzowego kwartetu smyczkowego Turtle Island. Gitarowo brzmiącymi pizzicatami płyną rzewne „Zamykam oczy” Grzegorza Jabłońskiego, nastrojem wprowadzające do pierwszej kulminacji albumu, słynnej kołysanki Krzysztofa Komedy „Sleep Safe And Warm”. Teraz to już nie spadające jak krople dźwięki, lecz gęsty, jakby bachowsko-etniczny gigue, z którego wyłania się słynny temat. Piękne, wiolonczelowe remontujące brzmienie mamy w „Beautiful Love”, uspokojenie niesię też „Clouds” Grzecha Piotrowskiego, ponownie grane w całości gitarowo. Ucho zatrzymuje się przy „Improwizacji”, brzmiącej tak, jakby w nagraniu uczestniczyła perkusja solo, a nie wiolonczela – muzyk nietuzinkowo „gra” na pudle instrumentu.

W kontraście do tego zestawiono wiolonczelowy hit muzyki poważnej, „Preludium” Bacha, ale Lenczowski nie byłby sobą, gdyby pod koniec utworu nie dodał od siebie fragmentu improwizowanego. „Winter Song” wiolonczelisty znamy z repertuaru Atom String Quartet i w pojedynkę muzykowi udaje się zbudować wiele warstw tej chłodnej, urokliwej, opowieści. Energetyczna motoryczność powraca w zabarwionym fusion „On The Farm”, utworze pełnym niełatwych dwudźwięków, rytmicznych i skalowych pułapek. 

Marta Januszkiewicz, Jazz Forum (9/2018)